Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Con las estrellas.*
- Coś niesamowitego - powiedziała Alish z fascynacją, gdy Jacob zakończył swoją relację. Miała zamiar jeszcze coś dodać, ale Jake uciszył ją dyskretnym ruchem ręki. Kątem oka obserwował Nastleya. Alishia spojrzała na smoka, który wykazywał chyba nieco nadmierne zainteresowanie drzewami z boku polanki.
- Dasz radę wstać? - spytał Jacob z mocno udawaną troską, nie spuszczając smoka z oczu. Nie dał jej czasu na odpowiedź, podszedł i chwycił ją pod ramię. Pociągnął ją ku górze, równocześnie mamrocząc:
- W tych cholernych krzakach musi ktoś być.
Alishia zmrużyła oczy, próbując przebić wzrokiem gąszcz.
- Dzięki - uśmiechnęła się krzywo i dość przekonująco udała, że się potknęła - ja podpalam las, ty bierzesz smoka.
- Jasne.
Alish przywołała ogień. Przybył natychmiast, szepcząc i śmiejąc się.
Myślałyśmy, że tam zginęłaś - mówiły płomienie, otaczając ją -
jak dobrze, że jesteś... Zatańczymy?
- Później! - zawołała z euforią - później będziemy tańczyć! Obiecuję!
Odepchnęła je od siebie. Oddaliły się niechętnie, z żalem. Dawno nie padało, suche drzewa szybko się zajęły.
- Nastley! - Jacob zmusił smoka, by się powiększył. Szarpnął wpatrzoną w płomienie Alishię za ramię i oboje wdrapali się na grzbiet smoka.
* * *
- Z góry...
- Żyją...?
- Gdzie tam...
Callie otworzyła oczy. Oplatające ją sznureczki zniknęły, znów mogła swobodnie oddychać. Przed oczami miała wyłącznie czerń. Nie widziała nic. Ani szepczących stworów, ani Randalla. Jest tu w ogóle? Czy może zabrali go gdzie indziej? Musiała się upewnić. Przesunęła ręką po skale, znajdującej się za jej plecami. Szepty zamilkły. Sklęła się w duchu za bezmyślność. Przecież stwory na pewno doskonale umieją wyczuwać ruch. Trudno. Wyciągnęła dłoń dalej. Musiała się nawet lekko pochylić, ale czubkami palców wyczuła wreszcie rękaw przyjaciela. Poczuła równocześnie ulgę i strach.
Wtedy rozbłysło światło. Było białe i jasne, tak strasznie jasne! Wywołało ból w przywykłych do ciemności oczach Callie. Zamknęła je natychmiast, jednak pod powiekami miała teraz jaskrawą czerwień.
- Żyje...
- A to drugie...?
- Kto to wie...
Callie jeszcze raz, powoli otwierała oczy. Stwory trzymały okrągły reflektor. Callie odkryła, że do szyi przylega jej coś miękkiego i ciepłego. Nie była w stanie odkryć, co to takiego. Odwróciła głowę w bok, chcąc spojrzeć na Randalla. Miał zamknięte oczy i oddychał bardzo, bardzo powoli.
Zbyt powoli?
Callie nie miała zielonego pojęcia. Ciepłe coś usunęło się z jej szyi.
- Patrzcie...
- Jakie ma oczy...
- Bo oni widzą...
- Chodź.
Stanowczy głos, tak inny od tych szeptów, pochodził w ust stwora wiszącego nad głową Callie.
- Ja? - wyrwało jej się.
- Ty. Chodź. No rusz się.
Callie była tak oszołomiona, że nie zaprotestowała. Stwór złapał jej rękę. Miał ciepłą dłoń, ciepłą i miękką, a równocześnie kościstą. Callie nie wiedziała, czy takie połączenie w ogóle jest możliwe, ale tak właśnie by tę dłoń scharakteryzowała. Była podobna do tego, co wcześniej trzymało jej szyję. Stwór z niespodziewana siłą pociągnął ją za sobą. Nie miała wyjścia. Szli jakimiś ciemnymi, dość krętymi tunelami, w których nie było światła. Nim Callie zdążyła się zorientować, stwór wyprowadził ją na powierzchnię. Światło znów ja poraziło. Nim odzyskała wzrok, stwór zniknął pod ziemią.
- Nie! - zawołała w pustkę - wracaj! wracaj!
Rozejrzała się, lecz nigdzie nie było wejścia do tunelu.
Była nie wiadomo gdzie, sama. A Randy został pod ziemią, z tymi stworami! Może to ufo? I będą na nim robić eksperymenty?
Jesteś prawie czarownica, nie umiałaś się obronić? Nie mogłaś zaprotestować, gdy cię zabierał? Och, idiotko!
Callie usiadła na ziemi i poczuła się zupełnie nic nie warta. Siedziała w szczerym polu między sadzonkami marihuany, czy innego świństwa i kartofli i płakała.
* * *
Noc zapadła, gdy Jacob zadecydował, że można lądować. Alish zaczęła się zastanawiać, czy się nie oburzyć - dotąd to ona była od decydowania - ale coś w jej umyśle zareagowało niechęcią na wizję kłótni z Jakem.
Wylądowali na jakiejś plaży.
- Nastley, parałeś się kiedyś łowiectwem? - spytał Jake.
- Nie. Wolę jarzyny - odpowiedział smok.
- Nawet jeśli, to chodź ze mną skombinować coś na kolację, bo Alish będzie tańczyć z ogniem.
- No to co? Chętnie popatrzę.
- Nikomu nie wolno na to patrzeć - powiedział z sarkazmem Jacob.
- Ależ - powiedziała dziwnym tonem Alish - tym razem będzie to przedstawienie publiczne.
Ją sama zaskoczył i ten ton, i słowa, które wypowiedziała. Zaskoczyło ją to, ale równocześnie było ekscytujące.
Nie mniej zaskoczony Jacob próbował coś powiedzieć, ale nie pozwoliła. Gestem zaprosiła jego i smoka, by usiedli na piasku. Zastosowali się.
Przywołała ognień. Płomienie przybyły natychmiast, rozentuzjazmowane, pamiętały jej obietnicę.
-
Akaiinduthi - zawołała.
Płomienie wystrzeliły w górę, radosne, gotowe do tańca. Pytały o Jacoba, o Nastleya, a Alish odpowiadała. Język ognia przyjemnie szeleścił, naprzemiennie pojawiały się wysokie i niskie tony. Ogień wirował wokół Alishii, szalał, wirował. Oplatał ją długimi językami płomieni, ślizgał się po jej wyciągniętych ramionach.
I wtedy znów pojawiło się to samo tajemnicze coś, co poprzednio przerwało jej taniec. Coś, co boleśnie raniło Alishię i jej płomienie. Ogień zmalał, skurczył się, przerażony. Coś zawirowało wśród płomieni, płosząc je, przeganiając. Odeszły, zostawiając Alishię pośród obcej materii, która zdawała się być esencją bólu. W uszach rozbrzmiewał jej wysoki, wibrujący dźwięk - jej własny krzyk. Wtedy to coś uderzyło w nią, przewracając.
Krzyk zamilkł; materia odeszła, zostawiając Alishię na piasku nieznanej plaży. Oddychała ciężko, wspomnienie bólu było wciąż bardzo żywe.
- Alish! Alish, żyjesz?
Jacob trzymał ją za nadgarstki.
- Chyba jeszcze tak - odpowiedziała niewyraźnie. Podniosła się ostrożnie.
- Co to było?
- Nie wiem. Ale chyba nie chciało mnie zabić. To... - musiała głębiej odetchnąć - to nie zdarza sie pierwszy raz.
- Co?!
- Poprzedni taniec też się tak skończył - powiedziała, odwracając wzrok.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Był zły? Nie... Raczej przestraszony.
Cholera. Alish też była przestraszona. Mało powiedziane - umierała ze strachu. Od dawna się tak nie czuła. Taka mała i taka bezbronna. Jako przyjaciółka płomieni czuła się potężna. Była panią życia i śmierci. A to...
- Alish... Ty płaczesz - zauważył Jake.
Co? Płakała? Niemożliwe... Nie, musi się jakoś usprawiedliwić... na przykład, że to od dymu... Jej umysł podsunął właśnie taka odpowiedź, jednak jej usta powiedziały:
- Jake, ja się boję!
Wyglądał, jakby był w ciężkim szoku - i pewnie tak właśnie było.
- To chyba nic dziwnego - odezwał się Nastley.
Alishia wstała i przeszła kilka metrów chwiejnym krokiem. czuła się, jakby zapomniała, jak się chodzi.Jacob podszedł i odwrócił ja do siebie.
- Cokolwiek by to nie było, już poszło.
- Na razie. Ale wróci.
- Jak wróci, to będziemy z tym walczyć.
- Łatwo ci mówić - prychnęła. Nie czuł tego, co ona, kiedy wirowała pośród nieznanej sobie mocy.
- Łatwo - przyznał.
Coś dziwnego się z nią działo. Miała poczucie bezpieczeństwa, gdy tak stali na plaży gdzieś na końcu świata, pod gwiazdami. Tu nie było chmur, chociaż lecieli w nich, gdy uciekali z polanki. Czuła się bezpieczna, chociaż przed chwilą została zaatakowana. Dlaczego? Bo powiedział, że będą walczyć? Ale przecież...
Przywołała niewielki płomyczek, by rozproszył noc. Przybył niepewnie, z obawą. Rozumiała go. Przez chwile lśnił nad piaskiem, roztaczając ciepłą, pomarańczową poświatę. Jednak minute później zmienił kolor na niebieski, a Alishia znów poczuła dotkliwy ból gdzieś w klatce piersiowej. Płomień uciekł, a Alish w niedowierzaniu wpatrywała się w czarny ślad, który zostawił na piasku.
- Nie mogę przywoływać ognia - wyszeptała w osłupieniu graniczącym z rozpaczą - nie mogę!
Znów była zagubiona i bezradna jak dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę i postawiono do kąta, a ono nie wie za co. Miała łzy na twarzy.
Jacob nic nie odpowiedział. Alish przypuszczała, że tym razem obca moc również jego zapoznała ze swoimi umiejętnościami. Przyciągnął ją do siebie i mocno objął.
Tym razem nawet nie przyszło jej do głowy, by się oburzyć.
______________
* con las estrellas (hiszp.) - z gwiazdami
Ach, tak. Ponawiam prośbę, by zainteresowani powiadamianiem wpisywali się do Księgi Gości. Dla naszej i Waszej wygody. Dzięki ;)
magia-smoka 29/08/2009 19:36:52 [
Powrót]
Komentuj
bardzo ładnie:)
widzisz nadrabiam, haha!;P
'Myślałyśmy, że tam zginęłaś - mówiły płomienie, otaczając ją'- tu chodzi że ją otaczają, otaczające ją, aaa już kapuję... mówiła kiedy ją otaczały... przepraszam za mój intelekt, tak jakoś wyszło... :/
pzdr;]
Izi 15/09/2009 19:44:09
| brak www IP: 86.17.42.119
Bardzo dziękuję za miłe słowa pozostawione pod moją notką ^^ Jest mi niezmiernie miło, że moje wypociny spodobały Ci się ^^ Ja sama nadal uważam, że moje pisarskie umiejętności nie są najwyższych lotów, a i mój styl nie wykrystalizował się zbytnio, ale jest mi bardzo przyjemnie, gdy to, co piszę przypadło Ci do gustu, więc dziękuję ^^
I nie zgodzę się, że piszę od Ciebie lepiej - jak dla mnie, to piszemy na takim samym poziomie i to od nas samych będzie zależeć jak swoje umiejętności rozwiniemy ^^ Także życzmy sobie powodzenia, aby poszło to w dobrym kierunku ;P
Co do notki - całkiem dobra. Znalazłam tam kilka literówek i powtórzeń, więc sprawdź tekst jeszcze raz, a na pewno je wyłapiesz ^^
Ciekawi mnie, co to za tajemnicza moc blokująca umiejętności Alishii - mam nadzieję, że niedługo zdradzisz nam więcej ^^
Także czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^
Frywenn 12/09/2009 20:33:06
| brak www IP: 79.163.5.49
A kiedy napiszecie coś o Viggie? Notka super, tylko bardzo bym chciała się dowiedzie, co się z nią stało. To moja ulubiona postac
xiaolin 10/09/2009 17:17:12
| brak www IP: 77.254.254.245
Dziękuję za dostosowanie się do prośby i zmienienie podpisu pod szablonem.
Nietoperz 4/09/2009 18:48:21
|
http://kadr-insomnia.blog4u.pl IP: zalogowany
No, właśnie. Co o tym myślisz? Bo mnie sie podoba. Pozwoliłam sobie zakupić podstronę, ażeby porządek był na głównej. Jeśli to źle, to oczywiście, wydane punkty doładuję ;)
Monika 30/08/2009 18:52:58
| brak www IP: 77.237.0.144
Widziałaś, Gosiu, jaka mi długa wyszła? Normalnie jestem z siebie dumna! *szczerzy zęby*
A tak w ogóle to zrobię nam nowy szablon. Lepszy czy coś.
Monika 30/08/2009 18:11:20
| brak www IP: 77.237.0.144