Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Zgroza w lesie
Laura nie mogła spać. Leżała na łóżku, wpatrzona w sufit i myślała o tym, co usłyszała. Oczywiście, zaraz po tej rozmowie pobiegła do jadalni i szeptem opowiedziała swoim przyjaciołom, co się wydarzyło, tak, aby nie usłyszeli ją pozostali mnisi, którzy szykowali sobie kolację. Limmy i Jonnie nie przejęli się tym zbytnio i poradzili jej, żeby nie zawracała sobie głowy gadaniną jakiegoś nieznajomego. Za to Lyre najbardziej zaciekawiła wzmianka o mieczu, obiecując, że jutro razem poszukają informacji na jego temat i rzecz jasna o Joachimie. Młoda heylinka przewróciła się na drugi bok, wtuliła swą twarz w poduszkę i przyjrzała się promieniom księżyca, które oświetlały zakurzony dywan. Spojrzała na zegarek. Druga w nocy. Powinna spróbować zasnąć, inaczej nie będzie wstanie skupić się na żadnym innym zajęciu. Dziewczyna zarzuciła kołdrę na głowę, zamknęła oczy, pozwalając, aby sen pochwycił ją w swoje ramiona.
Chwile później, a przynajmniej tak jej się wydawało, usłyszała dźwięk podobny do silnika traktora oraz poczuła coś ciężkiego na swojej klatce piersiowej. Otwarła oczy i ujrzała Mai Sue. Kotka zamiauczała, zeskoczyła z łóżka i zaczęła czyścić sobie futerko. Laura uśmiechnęła się, spojrzała na zegarek, a jej serce poczęło bić jak oszalałe. Zegar wskazywał siódmą rano.
O, matko!
Poranny trening!
Jak mogła nie usłyszeć budzika? I dlaczego Lyra jej nie obudziła? A może budziła, tylko ona była za leniwa, aby otworzyć oczy.
Dziewczyna odrzuciła kołdrę, wstała i w pośpiechu założyła zwykły strój treningowy. Wybiegła na korytarz, zapominając zamknąć za sobą drzwi i pędem popędziła przed siebie. Mimo, iż biegła jak szalona, to i tak dotarcie na dziedziniec zajęło jej ponad sześć minut.
Kiedy pojawiła się koło Lyry, Limmy’ego i Jonnie’ego, cała zdyszana, na czole Mistrza Uanga pojawiły się zmarszczki, co nie było dobrym znakiem.
-Podejdź tu, Lauro – rozkazał wojownik, a dziewczyna posłusznie wykonała polecenie.
Mężczyzna wręczył jej katanę, cofnął się o parę kroków, ukłonił się i przyjął pozycję obronną. Młoda heylinka popatrzyła na niego zdziwiona. Czyżby dzisiaj mieli uczyć się walczyć kataną? A przecież ona doskonale potrafiła się nią obsługiwać. Dziewczyna ukłoniła się i również przyjęła pozycje obronną. Popatrzyli sobie w oczy, a to, co stało się później, o mało nie zabiło jej. Mistrza pierwszy ruszył do ataku, a ona w ostatniej chwili zablokowała jego cios. Jeśli nie zareagowałaby na czas, mogłaby stracić głowę. Wojownik wciąż atakował. Były to szybkie, precyzyjne ciosy. Laura wciąż blokowała jego ruchy. W końcu postanowiła sama przejść do natarcia. Wpierw zaatakowała z lewej, później z prawej, a na końcu wykonała skok, tak, że znalazła się za plecami mężczyzny. W ten sposób mogła go obezwładnić, ale Mistrz, jakby przeczuwając, co chce zrobić, odwrócił się na pięcie i jednym, szybkim ruchem, wytrącił jej miecz z ręki. Broń z głośnym trzaskiem upadła kilka metrów od nich. Oboje ukłonili się, tym samym dziękując sobie za tę walkę.
- Jak widzicie – zaczął Mistrz Uang – Instynkt Tygrysa jest dość trudną umiejętnością do nauczenia się. Polega ona na przewidywaniu najbliższej przyszłości z drobnych przesłanek. Wymaga wielkiego skupienia i rozwiniętej intuicji. Dzięki temu Instynktowi, zrozumiałem, co Laura zamierza zrobić i dzięki mojemu refleksowi w porę jej przeszkodziłem. Ale i tak świetnie sobie poradziła, wy również. Jednakże nie oczekuję od was, że tak szybko się tego nauczycie. A teraz idźcie do Teda, pokaże wam dzisiaj rośliny, które są przydatne do leczenia różnych schorzeń.
Laura chciała ruszyć za przyjaciółmi, gdy nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Spojrzała w bok i ujrzała zmartwioną twarz Mistrza.
- Doskonale wiesz – zaczął – że nie toleruję spóźniania się. Dlatego jutro, punktualnie o szóstej, stawisz się przed budynkiem świątyni.
- Tak, Mistrzu – dziewczyna gorliwie pokiwała głową.
- Dobrze. A teraz idź. Zdaję się, że masz gościa.
Laura podążyła za jego wzrokiem i koło fontanny ujrzała wielkiego, czarnego psa. Na jej widok, zwierze zaszczekało na powitanie i radośnie zamerdało ogonem. Dziewczyna podbiegła do niego i delikatnie podrapała za uszami.Czworonóg złapał i pociągnął ją za rękaw, co pewnie miało znaczyć, aby udała się za nim. Młoda heylinka szła za psem, który poprowadził ją ku żelaznej bramie, a następnie wyprowadził poza mury klasztoru, aż w końcu błysnęło oślepiające światło, a tam, gdzie jeszcze przed chwilą był pies, pojawił się wysoki i chudy blondyn. Percy uśmiechnął się szeroko do Laury, ukłonił się i zapytał tym dziwnym, nie dającym się powtórzyć akcentem:
- Witaj, Laurro. Czy jesteś gotowa na dzisiejsze spotkanie z
madame Alecto?
- Tak – odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Percy był dobrym przyjacielem jej ojca, a także jednym z jego szpiegów. Był bystry, zabawny, potrafił też zamieniać się w psa, kiedy tylko chciał oraz umiał się teleportować. Od czasu do czasu dawał jej lekcje, polegające na otwieraniu zamka zwykłym wytrychem. Uczył ją francuskiego, a także szermierki, do której podchodziła raczej z dystansem.
Mężczyzna ukłonił się dworsko i wyciągnąwszy ku niej dłoń, powiedział.
- A więc pozwól,
mademoiselle.
Laura westchnęła. Powoli dotknęła jego dłoni, przygotowując się na najgorsze. Poczuła, jak jej stopy oderwały się od ziemi. W uszach jej huczało i miała wrażenie, że niewidzialna pętla zaciska się na jej szyi, chcąc ją zabić. Nagle wszystko ustało, a dziewczyna spostrzegła, że znaleźli się przed bramą, za którą widniała żwirowa ścieżka prowadząca do rezydencji Alecto. Percy widząc twarz Laury, spojrzał na nią z troską.
- Wszystko w porządku?
- Mhmm – mruknęła heylinka. – Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tej teleportacji. Dlaczego nie mogliśmy polecieć?
- Ponieważ zajęłoby to nam ponad miesiąc, a dzięki teleportacji można zaoszczędzić czas – wytłumaczył, otwierając bramę, jednocześnie dając jej znak głową, by zaczęła iść w stronę ogromnej budowli.
Żwir chrzęścił im pod stopami, do uszu dochodził śpiew ptaków, a wiatr bawił się ich włosami. Kiedy zbliżyli się do drzwi, te otwarły się same, a oni weszli do ponurego holu. Za każdym razem, gdy Laura przemierzała korytarze tego domu, starała się nie patrzyć na makabryczne obrazy, wiszące na ścianach, potężne zbroje lub potworne rzeźby. Miała wrażenie, że te wszystkie przedmioty obserwują ją, a raz wydawało jej się, że posąg, przedstawiający ohydnego potwora, poruszył się. Wchodząc po schodach na drugie piętro, wzbijała tumany kurzu. Zamiast iść dalej, skręciła w prawo, gdzie na końcu korytarza widniały otwarte drzwi. Dziewczyna zaczerpnęła głęboko powietrza, tym samym przygotowując się na spędzeniu kilku godzin z Alecto.
Gdy weszła do obszernego pomieszczenia, zauważyła, że coś się zmieniło. Zniknęły wszystkie salonowe ozdóbki, złota zastawa, również barek, w którym kobieta trzymała kilka wytwornych trunków. Ogromna kanapa, fotel i stolik, zostały przeniesione ku wielkim oknom, wychodzącym na jezioro. W kominku tańczył mały płomień, a przed nim stała Alecto. Jak zwykle była ubrana jedną ze swoich sukni, włosy upięła w kok, a jej mina nie wróżyła niczego dobrego.
- Mogę wiedzieć, czemu kazałaś na siebie czekać półtorej godziny? – zapytała szorstko kobieta.
- Zaspałam na poranny trening. Następnie Mistrz Uang pokazywał nam, na czym polega Instynkt Tygrysa.
- Rozumiem – Alecto podeszła do niej i popatrzyła w oczy.- A więc dzisiaj zostaniesz półtorej godziny dłużej. Nie godzi się, aby księżniczka spóźniała się. Punktualność jest jedną z cech każdego heylina, zapamiętaj to sobie!
- Tylko nie to! – jęknęła i z rozpaczą spojrzała na Percy’ego, szukając u niego ratunku.
Ale ten, wzruszył bezradnie ramionami i usadowił się w jednym z foteli.
- A zatem – zaczęła kobieta, prostując się z godnością – jestem pewna, że przeczytałaś całą książkę, którą ci dałam. Dziś przećwiczę z tobą wszystkie zaklęcia.
Alecto podeszła do kominka. Patrzyła w ogień, a Laura zastanawiała się, co ta ma znaczyć. W pewnym momencie, w jej stronę wystrzeliły dwa sztylety, a ona w porę zrobiła unik.
- Miałaś użyć tarczy – rzekła Alecto, odwracając się do niej.
- Skąd mogłam wiedzieć, że zaczniesz we mnie rzucać nożami! – zawołała dziewczyna, wstając. – Nie byłam przygotowana.
- Sądzisz, że przeciwnik ostrzeże cię, jakiej broni chce użyć do walki, albo jakim rodzajem magii będzie się posługiwał? Zawsze musisz być przygotowana na wszystko i nie tracić czujności. Jeszcze raz!
Alecto atakowała różnymi sposobami. Czasami rzucała sztyletami lub używała zaklęć, a ona musiała to wszystko zablokowywać, używając swej mocy. Poszło jej dobrze, oprócz dwóch ostatnich uderzeń. Była już wtedy zmęczona i zdezorientowana. A przez to, że źle wypowiedziała jedną formułę, szyby roztrzaskały się na miliony kawałeczków.
- Stop! – wrzasnęła Alecto.
Laura otarła ręką pot z czoła i rozejrzała się po pokoju. W niektórych miejscach ściany były popękane, w oknach nie było szyb, a Percy strząsał z siebie kawałki szkła. Dziewczyna nie miała bladego pojęcia, że tyle szkód może wyrządzić jedno, źle wypowiedziane słowo.
- Bardzo dobrze się spisałaś, Lauro- pochwaliła ją Alecto.
Młoda heylinka spojrzała na nią ze zdziwieniem. Gdyby nie widziała poruszających się ust Alecto, nigdy by w to nie uwierzyła, że te słowa wypłynęły od jej nauczycielki. Ale nie obeszło się też bez żadnego upomnienia:
- Następnym razem staraj się nie pomylić i zachować czujność! Percy! – krzyknęła, a blondyn natychmiast pojawił się obok niej. – Zabierz ją do domu, a ja tu trochę posprzątam.
Słońce wisiało nisko nad horyzontem, zalewając świątynie tajemniczym blaskiem. Z dziedzińca dało się słyszeć rozmowy innych, starszych mnichów, którzy wybrali się na spacer. Jednak te odgłosy nie docierały do pokoju Jonnie’ego, gdzie w raz z Lyrą przeglądał zwoje, wyniesione po kryjomu z biblioteki. Tao był mnichem w średnim wieku i zazwyczaj nie pozwalał im wynosić drogocennych aktów historii – jak pieszczotliwie nazywał stare, zakurzone oraz postrzępione księgi i zwoje – po za ściany tego pomieszczenia. Niestety trening skończyli dwie godziny temu, którą jedną godzinę musieli poświęcić Limmy’emu. Chłopak, nie posłuchawszy Teda, złapał gołymi rękami małą, podobną do stokrotki roślinę. Ta po chwili zaczęła wydzielać przykry zapach, a także piekącą, oleistą maź. W następnej sekundzie jego ręce pokryły się bąblami, a on sam musiał się udać razem z mnichem do skrzydła szpitalnego, gdzie miał dostać lekarstwo i spędzić noc. A Tao zamykał bibliotekę o piątej, więc musieli w tajemnicy zabrać kilka zwojów.
Lyra przetarła oczy i spojrzała na zegarek. Była godzina 17:45. Nie wiedziała, gdzie tak długo podziewa się Laura. Zwykle o tej porze była już w klasztorze, a oni musieli cierpliwie wysłuchiwać jej narzekań na tę wredną, upierdliwą babę, jak nazywała Alecto.
Rudowłosa westchnęła. Zerknęła na zwój, leżący przed nią. Wprost nie mogła się doczekać powrotu Laury. Chciała jak najszybciej przekazać jej zdobyte informacje.
Nagle Terry Dee nastroszył swe spiczaste uszy. Podszedł do drzwi i zaczął je drapać, szczekając równocześnie.
- Co mu jest? – zapytała Lyra Jonnie’ego.
Chłopak odłożył zniszczoną księgę na bok, spojrzał na psa i odpowiedział:
- Nie mam pojęcia. Może jest głodny – wstał, podszedł do szafy i wyjął z niej pudełko, które z pewnością było pełne psich smakołyków.
Wsypał garść do miski.
- Terry Dee! Chodź! – zawołał go.
Czworonóg podbiegł do miski. Obwąchał niechętnie ciasteczka, ale już po chwili zajadał się nimi, merdając szczęśliwie ogonem.
W tym właśnie momencie weszła Laura.
- Myślałam, że Alecto cie wykończyła – Lyra oparła się o krawędź łóżka. – Tak długo cię nie było.
- Szkoda gadać – młoda heylinka machnęła ręką. – Gdzie jest Limmy i czy coś udało się wam znaleźć na temat Joachima.
- Limmy ma całą oparzoną dłoń i zostanie w skrzydle szpitalnym na noc – Jonnie droczył się z Terry Dee, podsuwając mu dłoń, jakby chciał mu odebrać miskę z jedzeniem, na co pies reagował głośnym warczeniem.
- A Joachim?
Lyra sięgnęła po księgę, która leżała obok niej. Otworzyła ją, wyjęła z niej kartkę i podała Laurze.
- Musiałam to przerysować, bo nie mogliśmy zbyt wiele wynieść z biblioteki – wyjaśniła. – To część twojego drzewa geologicznego.
Laura spojrzała na nią ze zdziwieniem i szybko przeniosła wzrok na kartkę. Wielkimi literami było napisane: JOACHIM PEETERS. Od tego odbiegała strzałka w bok: MEI PEETERS Z DOMU ZHAN. Zaś od tych dwóch nazwisk odbiegała strzałka w dół, to tak dobrze znanego jej imienia: GLORIA YOUNG Z DOMU PEETERS. Tu również odbiegała strzała do: CHASE YOUNG. A pod tym wszystkim było jej własne imię.
Dziewczyna nie mogła nic powiedzieć. Wiedziała, że jej rodzice poznali się właśnie tutaj, ale dlaczego jej ojciec nic nie powiedział o jej dziadkach.
- Znaleźliście coś jeszcze? – zapytała nie mogąc oderwać wzroku od kartki.
- Sądzę, że jemu mogło właśnie chodzić o tego Joachima – zaczęła Lyra. – Od twojego dziadka. Na jego temat znaleźliśmy wiele pozytywnych opinii. On sam nawet był głównym dowodzącym armii podczas Wielkiej Bitwy. Zmierzył się nawet z Hannibalem. Pokonał go, ale o mało co nie przypłacił tego życiem.
Młoda heylinka złożyła, schowała kartkę do kieszeni, a jej spojrzenie zaczęło wędrować od Lyry do Jonnie’ego.
- A co z mieczem?
- Jesteś pewna, że dobrze usłyszałaś? – chłopak przestał już denerwować psa. Zamiast tego, co trochę mierzwił swoje włosy.
- Oczywiście, że jestem – dziewczyna wywróciła oczami.
- Nie znaleźliśmy żadnej wzmianki na jego temat – rudowłosa zamknęła właśnie zwój, który przeglądała. – Być może ten „miecz” to kryptonim czegoś.
- Ale po co on miałby używać kryptonimu i dlaczego wmieszał to w mojego dziadka? – dziwnie się czuła wypowiadając tą nazwę.
Ani Lyra, ani Jonnie nie znaleźli na to żadnej odpowiedzi.
Zamiast tego, zaczęli dyskutować na temat tego miecza. Zgodnie ustalili, że po tą nazwą musi się ukrywać jakaś potężna broń lub artefakt magiczny. Uznali też, że musiało to być coś niebezpiecznego, skoro Joachim się tego pozbył i nie chciał, aby jego wnuczka znalazła coś tak potężnego.
Koło godziny jedenastej, Laura czuła, jak jej powieki zamykają się powoli. Wiedząc, że z pewnością Mistrz Uang wymyślił jej jakąś sroga karę, postanowiła się położyć. Powiedziała swym przyjaciołom dobranoc. I udała się do swojego pokoju. Gdy znalazła się w łóżku, zamknęła oczy, ale minęło sporo czasu, nim naprawdę usnęła.
Kiedy nazajutrz, Mistrz Uang wyszedł o świcie przed budynek klasztoru, zastał tam czekającą na niego Laurę. Uśmiechnął się pod nosem i gestem dłoni nakazał, by podążyła za nim. Dziewczyna bez słowa ruszyła za nim. Wojownik otworzył żelazną bramę, a tam stał... nie, nie człowiek, ale i nie zwierze. Do pasa mężczyzna z krótkimi jasnymi, prawie białymi włosami, od pasa czarny koń z białym ogonem. Przez ramię miał przewieszony kołczan ze strzałami oraz łuk. Laura nie była zaskoczona tym widokiem. Wiedziała, że w tych lasach żyję te niesamowite stworzenia, a ich zadaniem była ochrona klasztoru.
- Lauro, poznaj, to jest Aru – przedstawił ich sobie Mistrz.
Aru podszedł do niej i z szacunkiem skinął głową,
- To dla mnie zaszczyt. Wiele o tobie słyszałem – oznajmił. Miał głęboki i melancholijny głos.
- Będziesz pomagać pozostałym centaurom w lesie – powiedział jej wojownik, a następnie zwrócił się do przybysza: - Pozostawiam ją w twoich rękach, Aru.
Centaur uklęknął na przednie nogi i znacząco spojrzał na dziewczynę, mówiąc:
- Tak będzie szybciej.
Młoda heylinka wspięła się na jego grzbiet. Aru zawrócił w miejscu, a potem pogalopował przed siebie. Mknął tak, dopóki klasztor nie zniknął im z oczu. Centaur przeszedł w kłus. Laura zastanawiała się, dokąd miał ja zabrać. W pewnym momencie usłyszała szum wody, a zza krzaków wyłoniła się rzeczka, wijąca się wśród głazów i dziurawy most. Dziewczyna zsiadła z jego grzbietu. Kątem oka zauważyła kilka desek, młotek oraz gwoździe i zrozumiała, że ma sama naprawiać ten most. Wzdychając, wzięła się do pracy.
Słońce wisiało wysoko na niebie. Żar lał się z bezchmurnego nieba, a Laura z wdzięcznością witała każdy podmuch chłodnego wiatru. Podczas, gdy naprawiała most, Aru zabawiał ją rozmową. Opowiedział jej kilka ciekawych historii. Wyjaśnił też, że setki lat temu, gdy jego lud o mało co nie wyginął, mnisi z klasztoru pomogli im przetrwać, ucząc ich wielu pożytecznych rzeczy. W zamian za to, centaury złożyły przysięgę, że będą strzec terenu świątyni.
Dziewczyna myślała, że po skończonej robocie będzie mogła wrócić, jednak Aru miał jeszcze kilka zadań dla niej. Musiała pomóc jednorożcowi , który zaplątał się w korzenie, pozbierać grube gałęzie, które w czasie burz oderwały się od drzew w ten sposób blokując ścieżkę i wiele innych katorżniczych prac.
Późnym popołudniem, gdy słońce powoli schowało się za horyzontem, Laura była wykończona i głodna. Pożegnała się z Aru, mówiąc mu, że nie musi jej odprowadzać. Przecież nie jest małym dzieckiem! Sama potrafi wrócić do świątyni. Centaur spojrzała na nią dziwnie, ale zgodził się. Uprzednio ostrzegając ją, by nigdy nie schodziła z ścieżki.
Świat z każdą minuta pogrążał się w mroku. Cienie stawały się coraz dłuższe, a niektóre zwierzęta wyruszały na nocne łowy. Jednak Laura była skoncentrowana na dwóch rzeczach: na jedzeniu i spaniu. Te dwie czynności tak wypełniały jej umysł, że dopiero po chwili zorientowała się, że zrobiło się ciemno i cicho. Stanęła i rozejrzała się niepewnie dookoła. Wzdrygnęła się, gdy do jej uszu doszedł trzask łamanej gałęzi. Odwróciła się, przyjmując pozycję obronną, lecz za nią nie było nikogo.
- „Uspokój się” – nakazała sobie w myślach. – „Jeszcze tylko tego brakowało, abym zaczęła widzieć potwory”.
Zrobiła kilka uspokajających wdechów i ruszyła do klasztoru.
- NIE! POMOCY! NIE!!! Ten błagalny krzy wdarł się do umysłu dziewczyny, która zatrzymała się nagle.
Obracała się to w lewo, to w prawo, próbując zorientować się ska pochodził ten głos.
- NIE!!!
Słysząc ten skowyt i nie zastanawiając się nad tym, co robi, pobiegła za nim. Nie obchodziło ją to, że zeszła ze ścieżki. Przecież musi mu jakoś pomóc. Bez względu na to, czy ona znajdzie się w niebezpieczeństwie. Choć wydawało się jej, że minęły wieki, udało jej się dostrzec do małego jeziorka i schować za grubym pniem starego dębu. Wychyliła się ostrożnie i wprost nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Na ziemi leżał akrobata. Jego oczy, pełne lęku były skierowane na postać, stojącą na nim. Sądząc po jego posturze, musiał to być mężczyzna. Jednakże miał na sobie płaszcz, a jego twarz zasłaniał kaptur. W lewej ręce trzymał zakrwawiony sztylet. Złapał swą ofiarę za szyję, a nóż raz po raz zatapiał się w jego ciele.
Młoda heylinka patrzyła na to wszystko z przerażeniem. Jej umysł mówił jej, żeby uciekała, jednak nogi nie słuchały rozkazów płynących z głowy. Chciała uciekać, krzyczeć o pomoc, ale pozostała niema i nieruchoma.
- „Uciekaj!” – napominała samą siebie.
W końcu, na drżących nogach, odwróciła się, lecz jej stopy natknęły się na suche gałęzie. Dziewczyna wydała zduszony okrzyk. Spojrzała przez ramię. Akrobata leżał w kałuży krwi, a jego oprawca wpatrywał się w nią. Mężczyzna wytarł sztylet o skraj swej szaty. Następnie wyjął drugi. Wybuchając obłąkańczym śmiechem, zbliżał się wolno do przerażonej dziewczyny. Swojej następnej ofiary...
***
Ponawiam prośbę, aby ci, którzy są zainteresowani tym opowiadaniem i chcą wiedzieć, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, bardzo proszę o wpisywanie się do księgi gości. Z góry dziękuję.
magia-smoka 24/12/2009 12:25:49 [
Powrót]
Komentuj
Zapraszam na nowe rozdziały na Janku i na drugim blogu ;)
Amadeo 16/01/2010 18:50:21
| brak www IP: 188.47.49.243
Fajnie piszesz, az jestem zaoferowana do przeczytania pozostalych czesci. Bardzo mnie wciagnelo ^^ Zapraszam do mnie, mam nadzieje ze zainteresuje. Pierwszy rozdzial za kilka dni :)
Dom Tysiaca Drzwi 12/01/2010 12:07:42
|
http://dom-tysiaca-drzwi.wjo.pl IP: zalogowany
A pojojczę na szablon! Żebyś wiedziała! Ale tylko trochę, bo w gruncie rzeczy się podoba;p. Po prostu nie rozumiem sensu tak częstego zmieniania szablonu. Naprawdę. Ja, jako wzrokowiec i jednocześnie domator, po prostu lubię...hmmm... stałość. Wchodząc przez dłuższy czas na blog, przyzwyczajając się do jego oprawy graficznej, po prostu w pewnym momencie zaczynam czuć się jak w domu. Wszystkie wspomnienia uderzają we mnie niczym fala i od razu robi się przyjemniej. I co? Nagle wchodzę i się zastanawiam: "Cholera, to na pewno Ten sam blog??". Ufff...no, ale ok. Ten szablon jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego i z pewnością całkiem klimatyczny, więc się już zamknę.
Aaaa! Byłbym zapomniał. Rozdział nowy, XX już, u mnie.
Ps. Wy nadal piszecie to opowiadanie razem, czy tylko Gosia??
Ness 10/01/2010 17:13:47
| brak www IP: 79.185.251.52
Ładny, nowy szablon. Na pewno lepszy, niż poprzedni. ;)
A tak poza tym, u mnie nowy rozdział ;)
Amadeo 4/01/2010 20:01:38
| brak www IP: 188.47.83.33
A spróbuj mi jojczeć na ten szablon!
niespokojna 4/01/2010 18:35:01
| brak www IP: 77.237.0.144
Jestem złym, chorym człowiekiem...jest pół do piątej rano, a ja postanowiłem sobie sprawdzić, poprawić i wrzucić na bloga kolejny, tym razem już XIX Rozdział. Jest on krótszy od poprzednich, ale może to dobrze, ze względu na jego czysto przemyśleniowy charakter. Dobra...wkleję jeszcze tą wiadomość do pozostałych i idę spać...
Ps. Wspominałem już o tym, że zapomniałem wrzucić Rozdział XVII i od razu przeszedłem do XVIII...chyba wspominałem. W każdym bądź razie przypominam się;p.
Ness 3/01/2010 04:37:00
| brak www IP: 79.191.126.146
Wpadam tylko poinformować, że na blogu pojawił się nowy, a właściwie to BRAKUJĄCY rozdział. Nie mam pojęcia jak to się stało, ale wychodzi na to, że po opublikowaniu części XVI, od razu przeszedłem do XVIII, zapominając, że po drodze jest jeszcze numerek XVII ...no comments...
Ness 3/01/2010 00:23:31
| brak www IP: 79.191.126.146
Heh, u mnie też nowe się pojawiło. A więc nie pozostaje mi powiedzieć nic ponad: Read, comment, critic! Yo xD
Ness 29/12/2009 21:45:09
| brak www IP: 95.49.218.175
U mnie nowa notka... ;)
Amadeo 28/12/2009 14:41:46
| brak www IP: 188.47.88.216
Wróciłem! Hehe ;]. Korzystając z chwili wolnego czasu i faktu, że zostałem sam w domu, a więc mam ciszę i spokój postanowiłem wreszcie nadrobić zaległości w czytaniu Magii Smoka. Pora więc się nieco wypowiedzieć.
Na początek tradycyjnie jojczenie. Czyli, po co zmieniłaś szablon?? Zupełnie tego nie rozumiem. Tamten był o wiele bardziej klimatyczny i ogólnie lepiej wykonany. Ten co prawda zły nie jest, ale ogólnie kolory i kompozycja...Po prostu nie zdążyłem się jeszcze nacieszyć poprzednim, a tu nowy, moim zdaniem gorszy. Ale cóż. Odwróćmy się jednak od strony graficznej i spójrzmy na sam tekst.
Końcówka trzeciego rozdziału ciekawa i intrygująca, z chęcią dowiem się co było dalej. Sam rozdział zaś strasznie przypominał mi Harrego Pottera. Naprawdę. To całe skrzydło szpitalne i zajęcia żywcem przypominające zielarstwo (i Neville robiący sobie krzywdę), czy kara Laury polegająca na pomocy centaurom, a potem końcowa scena z morderstwem dokonanym przez postać w płaszczu...WTF? Co prawda zamiast jednorożca (który notabene pojawił się wcześniej)jest "Akrobata", ale podobieństwa są aż nazbyt widoczne...Ale to nic. Co do fabuły, to nie będę się wypowiadał, bo jest na to za wcześnie - wszystko może się jeszcze zdarzyć.
Na koniec zaś zostawiłem sobie styl: hemh... nie jest źle. Czyta się ok, a byłoby jeszcze lepiej gdyby nie różnego typu potknięcia, jak np: "Dziewczyna zaczerpnęła głęboko powietrza, tym samym przygotowując się na spędzeniu kilku godzin z Alecto." to tylko przykład, ale jest tego znacznie więcej. Jeśli tego jeszcze nie robisz, to radzę ci po prostu przeczytać tekst po napisaniu i poprawić co widzisz, a potem (jeśli masz taką możliwość) zostawić go na 3-7 dni w międzyczasie pisząc kolejny rozdział i dopiero po upływie tego czasu sprawdzić raz jeszcze i dopiero publikować. Jest to o tyle ważne, że: raz - pozwala wyłapać większość błędów; dwa - wszystko może ci się ułożyć odpowiednio w głowie, co sprzyja dalszemu ulepszeniu napisanego już tekstu, przy sprawdzaniu go po raz drugi.
No i tyle. Kończę już, bo muszę jeszcze napisać mini-pseudo-esej, który będzie mi potrzebny do skomentowania pewnego wpisu u takiej jednej osoby ^^
Ciao.
Ness
Ness 26/12/2009 22:54:38
| brak www IP: 79.185.246.69
Podstrona:
*1* /
2