Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Zagadkowe odkrycie


Zagadkowe odkrycie

- Wyglądasz strasznie – powiedział Limmy, gdy Laura usiadła koło niego i zanurzyła kawałek chleba w misce z gorącym mlekiem.
Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiale pod nosem i upiła łyk gorącej cieczy. Od ponad tygodnia nie mogła porządnie się wyspać. Za każdym razem, gdy przyśnił jej się ten obrzydliwy stwór, budziła się cała zlana potem, a w głowie cały czas słyszała głos tego mężczyzny. Kiedy znów próbowała przenieść się do świata snów, najcichszy dźwięk sprawiał, że natychmiast się budziła. Tak było dzisiejszego ranka. Tym razem została obudzona przez Mai Sue, która miaucząc głośno, domagała się, aby szybko wypuszczono ją z tego pokoju.
- Powiedz Tedowi, żeby dał co zioła na sen – poradził jej blondyn.
- Już go o to prosiłam – heylinka machnęła lekceważąco ręką. – Nic mi nie pomagają.
- Tylko nie mów nam, że kolejny raz przyśnił cię się ten smok – rzekł Jonnie (właśnie ugryzł kawałek chleba).
- A co ja mogę na to poradzić?
- No, nie! Przecież musi być jakieś logiczne wyjaśnienie tego, że to bydle wciąż ci się śni! – krzyknął chłopak z pełnymi ustami.
- Sama bym chciała wiedzieć – westchnęła i duszkiem wypiła mleko.
- Hej! – zawołał Nastley, wpadając do kuchni. – Chodźcie! No, już! Macie się stawić przed głównym budynkiem. Poznacie nowego Mistrza, który będzie was uczył – dodał w odpowiedzi na ich pytające spojrzenia.
Wszyscy spojrzeli na siebie zdziwieni i ruszyli za magicznym stworzeniem. Ciekawe, kto miał zostać ich nowym nauczycielem? Ale jeśli innym mnichom udało się znaleźć zastępstwo, to może oznaczać tylko jedno: że Mistrz Uang już do nich nigdy nie wróci.
- Nastley – zagadnęła smoka Laura, gdy znaleźli się koło drzwi, prowadzących na dziedziniec – kto ma być naszym nowym nauczycielem?
- Mistrz Lonar.
- Co?! – wykrzyknął zdumiony Limmy.
Mówił coś jeszcze, ale ona go nie słuchała. Mistrz Lonar, jeden z bohaterów Wielkiej Bitwy, będzie ich uczył! Młoda heylinka nie mogła w to uwierzyć. Wtedy, gdy przeszukiwali zwoje i książki w poszukiwaniu Nakinoriego, dziewczyna natknęła się na kilka wzmianek o wojnie z Hannibalem. Z tego wszystkiego, co udało się zapamiętać, wynikało, że Lonar był dobrym przyjacielem Joachima, a do tego uczył jej mamę!
Laura szybko otworzyła drzwi i pierwsza wybiegła na dwór. Od razu buchnęło w jej stronę duszne i gorące powietrze, ale nie zwracała na to uwagi. Spoglądała tylko na jednego mężczyznę, przy którym zgromadzili się inni mnisi, witając się z nim lub poklepując go radośnie po ramieniu. Mistrz Lonar był dokładnie taki, jakim go sobie wyobrażała. Był wysokim, chudym mężczyzną o długich siwych włosach, spiętych z tyłu rzemykiem. Na twarzy miał dwie blizny. Dziewczyna wiedziała, że jest to pamiątka po Lien-ying, jednym z najgroźniejszych wojowników Hannibala. W ostatecznym starciu Lonarowi udało się zwyciężyć swego przeciwnika. Lecz ten na dobre wyrył mu na jego twarzy znaki, aby ten już nigdy go nie zapomniał.
Teraz, wraz z przyjaciółmi podeszła nieśmiało do niego i ukłoniła się.
- Lonarze, to są twoi uczniowie – Ted podszedł do nich i położył dłoń ba ramieniu Limmy’ego. – Pamiętasz jeszcze Rose? Limmy wdał się w matkę.
- Oczywiście, że ją pamiętam! – Lonar uśmiechnął się szeroko, przez co jego blizny stały się szersze. – Jak się miewa?
- Eee... Dobrze – wyjąkał blondyn, rumieniąc się,
- A to Jonnie – wojownik kiwnął głową na znak pozdrowienia, a chłopak odwzajemnił gest. – Jak tam tata?
- W porządku. Ostatnio miał dużo pracy.
Ojciec Jonnie'ego był weterynarzem. Kiedyś pokazał swym przyjaciołom zdjęcie, na którym widniała starsza wersja chłopca, trzymającego na rękach szczeniaki.
- I nasza Lyra – starzec posłał jej uśmiech, a gdy przeniósł wzrok na Laurę, ta nie wiedziała, gdzie ma oczy podziać, więc skupiła się na jakimś punkcie, znajdującego się za plecami Lonara.
Tymczasem jego wzrok wciąż błądził po twarzy dziewczyny, jakby szukał w niej podobieństw do kogoś innego.
- Przez pewien czas będę waszym Mistrzem – oznajmił wojownik.
- Czy to znaczy, że Mistrz Uang do nas wróci? – zapytała Lyra z nadzieją w głosie.
- Mam nadzieję. Bądźcie pewni, że dołożę wszelkich starań, aby oczyścić Uanga z zarzutów. Trening zaczniemy dopiero jutro. Jestem już stary i podróż bardzo mnie zmęczyła – i odszedł razem z Tedem, zostawiając ich samych sobie.

***


Uang co chwila ocierał pot z czoła. Chociaż słońce zmierzało ku zachodowi, żar wciąż lał się z bezchmurnego nieba. Powietrze migotało, drgało od gorąca i nawet w cieniu skał nie znajdował ochłody. Brawo, Uang, drwił z niego głosik. Sądziłeś, że zmienią zdanie? Specjalnie wywieźli cię w to miejsce, bo wiedzą, że prędzej czy później umrzesz. Nadal słyszał ten denerwujący głosik, ale z wiekiem nauczył się go ignorować. Mężczyzna rozejrzał się i ku jego uldze dostrzegł jaskinie. Gdy tylko wszedł do środka, poczuł zimno, które tak przyjemnie ochłodziło jego spocone ciało. Wojownik usiadł, opierając się o ścianę i spojrzał na skalistą przestrzeń, rozciągającą się przed nim. Pustkowie. Kraina, w której żyją orkowie. Nie śmiał się zapuszczać w głąb tej krainy. Dobrze wiedział, że te stwory nienawidzą ludzi i zabijają każdego obcego, który bezprawnie wchodzi na ich teren. Dlatego trzymał się z dala od wolnej przestrzeni, gdzie w razie niebezpieczeństwa nie miałby się nigdzie ukryć i w miarę z dala od granicy, aby nie dać pretekstu strażnikom do zabicia go.
Uang dotknął sztyletu, przymocowanego do pasa i z odrazą przypomniał sobie twarz Serina. W połowie drogi do granicy, dali mu zwykłe ubranie chłopa oraz ten sztylet. Pewnie Serin myślał, że taki przedmiot nie obroni go. Mylił się. Mężczyzna wciąż pamiętał, jak obchodzić się ze sztyletem oraz różne sposoby zabicia nim człowieka. Obiecał , że już nigdy nie będzie tego robił, ale jeśli chce przeżyć, będzie musiał wykorzystać swe dawne umiejętności. A także te nauki, które przekazał mu Joachim. Wojownik zamknął oczy, a wspomnienia ponownie go dopadły.
Uang ze wszystkich sił stara się utrzymać w siodle, ale nie daje rady. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest okaleczony, a jego organizm domaga się kilku godzin porządnego snu.
- Jesteśmy – oznajmia Joachim.
Młodzieniec zauważa tylko zarys wielkiego budynku oraz kilkunastu ludzi, podchodzących do nich i traci przytomność.
Dochodzi do siebie w tedy, gdy rozkoszne ciepło rozlewa się po jego ciele. Otwiera oczy i ze zdumieniem stwierdza, że ma na sobie piżamę i leży w sali szpitalnej.
- Jak tam? – pyta jakiś głos.
Uang spogląda w bok, a jego oczom ukazuje się kobieta. Jest ładna. Ma delikatne rysy twarzy, kasztanowe i lśniące włosy, opadające jej kaskadami na plecy, a także oczy, koloru jesiennych liści. Chłopiec wzrusza ramionami w odpowiedzi. Ten jeden ruch wystarcza, aby wywołać falę okropnego bólu. Czuje, jak dłonie nieznajomej dotykają go. Wzdryga i wyrywa się jej.
- Nie bój się, Uang. Nie zrobię ci krzywdy – mówi spokojnym głosem. – Jestem Mei i jeśli będziesz grzeczny to sprawię, że nie będzie cię tak bolało.
Znów dotyka jego dłoni, zamyka oczy i recytuje coś przyciszonym głosem. Uang nie rozumie tych słów, ale zdaję sobie sprawę, że ból po woli ustępuje.
- Odpoczywaj – Mei wstaje i uśmiecha się. – Wyzdrowiejesz za tydzień, dwa, ale będziesz się musiał słuchać Teda. Będę wpadać tu od czasu do czasu – mruga do niego i wychodzi.
Dni mijały Uangowi szybko. Ted, mnich, który był tu głównym uzdrowicielem, codziennie wmuszał w niego jakieś ziółka do picia, a także smaruje mu – niezbyt mile pachnącą – maścią rany. Joachim odwiedza go codziennie, raz przyprowadzając ze sobą niejakiego Lonara. Wydaje się być on sympatyczną osobą. Również Mei wpada do niego wieczorami, pytając, jak się czuję.
To wszystko wprawia go w zakłopotanie. Jeszcze nikt nie troszczył się tak o niego. Zwykle to on musiał się opiekować siostrą, martwiąc się czy starczy im pieniędzy lub po prostu ukrywając ją i przyjmować baty od tego dupka.
Po dwóch tygodniach czuje się na tyle dobrze, by móc się trochę przejść. Ted daje mu jedwabne szaty i kule, aby mógł spokojnie chodzić. Z zachwytem podziwia budynki i to, jak zostały zaprojektowane. Wszystko jest tu zadbane, a ludzie, których spotyka okazują się być bardzo mili. Młodzieniec podchodzi do fontanny, znajdującą się przed głównym budynkiem i siada na jej krawędzi. Spogląda na wzburzoną taflę wody. Ukazuje się twarz dwunastolatka o zapadłych policzkach, ale wyrazistych oczach.
- Za dużo sobie pozwalasz, Peeters! – krzyczy ktoś.
Uang odwraca się. Wrota są otwarte na oścież. Joachim, Lonar, Mei oraz kilka innych osób stoi w szeregu. Przed nimi znajduje się około dwudziestu jeźdźców.
- Postradałeś zmysły?! Nie wolno nam udzielać schronienia takim ludziom! – wrzeszczy mężczyzna o zakrzywionym nosie.
- To jeszcze chłopiec. To dziecko i nie pozwolę, aby umarło samotnie, porzucone w lesie – Joachim przemawia spokojnie, lecz jego prawa ręka zaciska się niespokojnie na rękojeści miecza.
- A więc przekaż go nam. Wywieziemy go do innej wioski. Tam się nim ktoś zajmie.
- Nie! On zostaje tutaj, Serinie.
Twarz mężczyzny, imieniem Serin, poczerwieniała gwałtownie.
- Jesteś głupcem – warczy.
- Czy to ma być wyzwanie, Serinie? Naprawdę chcesz, żeby wszyscy tu zebrani, nie tylko twoi uczniowie, zobaczyli jak znów pokonuję cię w walce?
Uang myśli, że Serin zaraz go spoliczkuje. Ten jednak zdołał powiedzieć tylko jedno:
- Pożałujesz tego! Wszyscy tego pożałujecie! – spina konia o odjeżdża, a wraz z nim inni
.

***


Laura, tak samo jak jej przyjaciele nie mogli się doczekać treningu z nowym Mistrzem. Dlatego wstali o piątej rano, z szybkością światła pochłonęli skromne śniadanie i udali się do sali treningowej. Zwykle ćwiczyli na dworze, ale pogoda zrobiła się potworna. Ciemne chmury, leniwie przetaczały się nad klasztorem, aż w końcu postanowiły obdarować ich deszczem. Kiedy znaleźli się w obszernym pomieszczeniu, zostali czekającego na nich Lonara. Starzec posłał im na powitanie uśmiech.
- Mnisi zapoznali mnie z waszymi osiągnięciami – powiedział. – Doskonale opanowaliście sztuki walki oraz wiedzę leczniczą. Ale jesteście w tyle jeśli chodzi o prawdziwy pojedynek. Nie macie też pojęcia o strategii i nie kontrolujecie jeszcze dobrze swych żywiołów. Chce ujrzeć sam, jak walczycie. Proszę za mną – i skierował się do tylnych drzwi.
Wyjście to prowadziło na tyły świątyni i rzadko były używane.
- Przecież pada – oznajmił Limmy.
Mistrz spojrzała na niego przez ramię, zdziwiony.
- Sądziliście, że podczas walki będzie świecić słońce, a ptaki będą wesoło ćwierkać? Nie, moi mili. Musicie nauczyć się pojedynkować w każdych warunkach.
Wyszli za nim na zewnątrz. Wystarczyło tylko kilka minut, by stali się przemoczeni do suchej nitki.
- Mistrzu Lonarze, może lepiej byłoby ćwiczyć w środku? – zaproponowała z nadzieją w głosie Laura, gdy nagle zdała sobie sprawę, że coś podcięło jej nogi.
Runęła jak kłoda w kałużę wody, rozchlapując ją na wszystkie strony.
- Dlaczego Mistrz to zrobił? – spytała, tłumiąc gniew.
- Musicie być gotowi do walki – odpowiedział, pomagając jej wstać. – Przeciwnik nigdy was nie ostrzeże, kiedy chce zadać cios. No, dalej! Pokażcie, co potraficie!
Atakowali go równocześnie, wykorzystując wszystkie swe umiejętności. Z początku zadawali mu lekkie ciosy. Przecież był on starcem i nie mogli go zbytnio poturbować, ale szybko się przekonali, że nie należy go lekceważyć. Lonar był szybki, zwinny i za każdym razem, gdy atakował, wkładał w to znacznie więcej siły. Po jakimś czasie odpadli Limmy i Jonnie. Zmęczeni i przemoczeni, udali się pod daszek i z nadąsanymi minami przyglądali się, jak Laura i Lyra wciąż próbują powalić Mistrza.
Młoda heylinka dyszała ciężko, stojąc w pozycji obronnej. Walka w taka pogodę nie była prosta. Jej stopy ślizgały się po mokrym gruncie, mokre włosy wpadały jej do oczu, co uniemożliwiało jej dokładne obserwowanie ruchów przeciwnika. Podczas, gdy oddech jej i rudowłosej był ciężki, a organizm domagał się odpoczynku, wojownik nie wydawał się być wcale zmęczony. Wręcz przeciwnie: wyglądał, jakby dopiero co wstał z łóżka. Był świeży i wypoczęty. Dziewczyna kątem oka widziała, jak Lyra stara się przywołać ogień. Najwyraźniej płomienie nie chciały się bawić i tańczyć w taką pogodę, gdyż w ogóle nie słuchały rozkazów rudowłosej.
- Dalej! Pomóżcie mi! – szeptała, pocierając dłonie.
Tę chwilę nieuwagi wykorzystał Mistrz, powalając swą podopieczną na ziemię. Dziewczyna, z wyrazem zawodu na twarzy dołączyła do chłopców, by wraz z nimi dopingować Laurę. Ta zaś ruszyła do natarcia. Jej ruchy, gesty były dokładne i spokojnie odpowiadała na ataki. Bitwa trwała długo i powoli zaczynała tracić siły.
„Muszę to skończyć”, pomyślała i krzyknęła: - Naeler!
Efekt był natychmiastowy. Lonar zasłonił oczy przed oślepiającą kulą światła. Te kilka sekund wykorzystała, by znaleźć się za jego plecami i wyjąć mu sztylet, który trzymał w kieszeni. Wolną dłonią wczepiła się we włosy wojownika, zaś drugą, otoczyła wokół niego, przystawiając mu broń do gardła.
- Wygrałam! – rzuciła triumfalnie.
- Jesteś pewna? – spytał jej nauczyciel, po czym jego szyja wykręciła się do granic wytrzymałości.
Laura była tym tak zdumiona, że nie poczuła, jak jej stopy oderwały się od ziemi. W następnej sekundzie rozległo się głośne: PAC! Dziewczyna leżała na plecach, z trudem oddychając.
- Jeszcze trochę i będziesz wspaniałą wojowniczką – rzekł i pomagając jej wstać, puścił oczko.
Wrócili do środka, przemoknięci i zmarznięci, ale każdy chciał się dowiedzieć, jak udało się Lonarowi to zrobić.
- Na to potrzeba wiele lat – wyjaśnił. – Wierze, że i wy kiedyś będziecie mogli robić takie rzeczy.
Reszta dnia upłynęła spokojnie. Lonar wytykał im ich błędy, mówiąc, że zbyt łatwo się poddają i rozpraszają.

Wieczorem, sucha i wypoczęta, Laura postanowiła odwiedzić Tara, chcąc mu opowiedzieć o dzisiejszym dniu. Gdy weszła do skrzydła szpitalnego, spostrzegła, że młodzieniec jest w ubraniu i z pewną nonszalancją gładzi swe włosy. Koło niego kręcił się Ted, zdejmując niepotrzebne opatrunki. Jednak noga chłopca nadal tkwiła w gipsie.
- Możesz chodzić, lecz zostaniesz jeszcze w świątyni miesiąc, może dwa. Twoja noga musi dobrze wyzdrowieć – podał mu kule, aby mógł sam poruszać się po terenie klasztoru. – Posłuchaj, Lauro – szepnął mnich, podchodząc do niej. – Mam nadzieję, że się nim zaopiekujesz Zapoznaj go z resztą. Nie chce, żeby czuł się tutaj samotny.
- Możesz być spokojny – zapewniła go, by następnie zwrócić się do Tara: - Chodź. Przedstawię cię moim przyjaciołom.
Zmierzając do pokoju Jonnie’ego i Limmy’ego, heylinka opowiadała mu o dzisiejszej walce i o tym, jak prawie udało jej się zwyciężyć Mistrza.
- Lepiej uważaj na Terry’ego Dee –0 ostrzegła go dziewczyna, stojąc przed pokojem chłopców.
- Terry Dee? – powtórzył zdumiony.
- To pies Limmy’ego. Nie ugryzie cię, ale z pewnością się na ciebie rzuci, by cię obślinić – odpowiedziała z uśmiechem, naciskając klamkę.
W pomieszczeniu panował istny bałagan. Wszędzie, gdzie spojrzeć walały się ubrania, jakieś opakowania po psich przysmakach i mnóstwo kartek. Limmy, Jonne i Lyra siedzieli na podłodze, grając w szachy. Rudowłosa miała zawsze problemy z tą grą, więc ograniczyła się tylko do obserwowania ruchów pionków. Limmy już miał przesunąć królową o jedno pole do przodu, gdy Terry Dee zerwał się i podbiegł do młodzieńca, potrącając przy tym planszę. Pionki poprzewracały się, tak, że blondyn opuścił wzrok wściekły. A tak niewiele brakowało do zwycięstwa! Tymczasem czworonóg z zaciekawieniem obwąchiwał ręce, nogi i twarz Tara.
- Hej, to jest Taro. A to jest Lyra, Limmy i Jonnie.
Młodzi wojownicy kiwnęli mu głowami na znak pozdrowienia, obserwując go z zainteresowaniem. Po chwili rudowłosa odwróciła głowę, spoglądając na planszę, jakby była ósmym cudem świata.
- Chodź, tutaj, ty łobuzie – Limmy złapał swego psiaka za obrożę i odciągnął go od Tara.
- Miło mi was poznać. Laura bardzo dużo mi o was opowiadała – młodzieniec podszedł do wolnego krzesła i z trudem na nim usiadł, wzdychając ciężko.
Lyra mruczała coś do siebie, przesuwając pionki i najwyraźniej była tym tak zajęta, że nie zauważyła dziwnych spojrzeń pozostałych.
- Oczywiście! – wrzasnęła dziewczyna, wstając. – Mam! Ale z nas półgłówki.
- Eee... Ale o co chodzi? – zapytał zdezorientowany Limmy.
- Wtedy nie mógł Laurze tego powiedzieć... było zbyt wielu ludzi...
- O czym ty mówisz? – przerwała jej młoda heylinka.
- Znalazłam Mistrza Nakinori!
- CO?! – zawołali wszyscy wstrząśnięci.
- Ale... jak... gdzie? – Jonnie nie mógł wydobyć z siebie zdania.
- Limmy, kartka i długopis, szybko – rudowłosa pstryknęła palcami.
Kartka zapełniała się jej pismem, a gdy skończyła, powiedziała:
- Mistrz Uang nie mógł jej wtedy tego powiedzieć przy wszystkich. To dlatego zaszyfrował wiadomość. Wcale nie mieliśmy szukać Nakinoriego, tylko kogoś innego. W raz z nim znajdziemy miecz.
- Przecież przetrząsnęliśmy wszystkie zwoje i księgi, jakie były w bibliotece! – wykrzyknęła Laura. – I do tej pory uważałaś, że ten miecz nie istnieje.
- Nadal uważam, że ta broń jest niebezpieczna. Z pewnością i Mistrz Uang by się ze mną zgodził. Wciąż nie wiem, czemu nie chciał, abyś się dowiedziała prawdy o jego istnieniu... ale byliśmy głupi. A prawdziwa odpowiedź była tuż pod nosem - Lyra pokręciła głową z niedowierzaniem i wręczyła kartkę przyjaciółce.
MISTRZ NAKINORI – ZASZYFROWANE IMIĘ, było napisane zamaszystym pismem. Pod spodem widniało jednak coś, co sprawiło, że heylinka walnęła się w czoło. A przecież Nastely i Mistrz Uang ciągle im powtarzali, kto był założycielem klasztoru. Dziewczyna jeszcze raz spojrzała na kartkę, a słowa: MISTRZ AKINORI, tańcowały jej przed oczami.


magia-smoka 14/03/2010 17:12:53 [Powrót] Komentuj



Przeczytałem ;) Podoba mi się ta historia i liczę, że wkrótce pojawi się kolejna część. :)
Co do Janka, to kolejne części będą, jak znajdę trochę czasu na ich napisanie :P Chwilowo mi go brakuje :P
Pozdrawiam :)
Amadeo 14/03/2010 19:31:52
| brak www IP: 188.47.93.22

No. On jest fajny. Chociaż istotnie nie przypomina Rothena. ^^
m. 14/03/2010 17:34:23
| brak www IP: 77.237.0.144






Menu.



Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

Dodaj do Ulubionych

Było: 2839

Rozdziały.



Tom I
Część pierwsza
Część druga
Część trzecia
Część czwarta
Część piąta
Część szósta
Część siódma
Część ósma
Część dziewiąta
Część dziesiąta
Część jedenasta
Część dwunasta
Część trzynasta
Część czternasta
Część piętnasta
Część szesnasta
Tom II
Część pierwsza
Część druga
Część trzecia
Część czwarta
Część piąta
Część szósta
Część siódma
Część ósma
Część dziewiąta
Część dziesiąta
Część jedenasta
Część dwunasta
Część trzynasta


Znajomi.



gdy-nadchodzi-zmierzch.mylog.pl
palanor.mylog.pl
a-teraz-nie-mozemy-byc-razem.mylog.pl
izi.mylog.pl
unquiet.owlnog.com
hermiona-i-draco.mylog.pl
demony-duszy.blog4u.pl
alive.blog4u.pl
zaba-i-reszta.blog4u.pl
consigliere.blog4u.pl
small-shinigami.blog4u.pl
ksiega.blog4u.pl


Szablon.



Wykonała: Niespokojna.
Grafika: stąd.
Wyłącznie dla tego bloga.
Jeśli ukradniesz, nie pożyjesz długo.